Gdzie byłam jak mnie nie było, czyli dlaczego blog stanął w miejscu?

Pytanie o nowe artykuły i drugie życie bloga dostałam ostatnio wiele razy. Dopytujecie się co się stało i czy szykuje się coś nowego. Zdecydowałam więc, że rozwieję wątpliwości i sytuację niniejszym wyjaśnię.

1.

Przyczyna blogowej ciszy, była bardzo prosta.

Bez znaczenia ile masz lat i na jakim etapie drogi zawodowej się znajdujesz, dopada Cię moment weryfikacji priorytetów. Są takie chwile, kiedy karta Multisport, spotkania przy kawie z praco-kolegami i nowy firmowy Smartphone dają życiowe spełnienie. Myślisz sobie, że systematyczne odrabianie zadań domowych, licealne korepetycje z angielskiego i celująca praca magisterska dały odpowiedni rezultat, a wysiłki zostały nagrodzone. Uczucie trwa tak długo jak wysoko w Twojej prywatnej piramidzie Maslova stoi chęć przynależności do grupy i to jak świetnie dajesz sobie radę z szefami dupkami. Sorry, tak właśnie myślę. Potem przychodzi moment, kiedy zdajesz sobie sprawę, że im więcej wysiłku wkładasz w pracę tym bardziej Twoja energia i zapał uważane są za normę i nie idą w parze z wynagrodzeniem i osiąganą satysfakcją. Siedzisz w biurze, oglądasz się dookoła siebie i dostrzegasz „dżeparda biznesu” ubranego w piękny garnitur. Nawet dzwoniąc do swojej żony pyta z jaką częstotliwością powinien wyrzucać śmieci i czy target 1 na tydzień wystarczy. Zawsze czarująco się do Ciebie uśmiecha, a w momencie, kiedy się tego nie spodziewasz, podpisuje się pod Twoim autorskim projektem, dostając tym samym najbardziej spektakularny awans w firmie.

Większość z nas ma takiego typka w pracy i z satysfakcją patrzyłaby jak podwija mu się noga. Przesadzam? Nie sądzę, rozejrzyj się dookoła – dżepard siedzi zaraz obok Ciebie.

Najtrudniejsze pytanie, to czy to ten sposób na życie powinien być moim/Twoim „new normal”? Czy za kilka lat moimi wspomnieniami będą przesiadywanie przy niebieskim ekranie komputera, litry wlanej w siebie kawy i wyczekiwany z utęsknieniem piątunio?

Wtedy właśnie przemyślałam swoją sytuacje, obudziłam z ówczesnego korpo amoku. Rzuciłam pracę, przeprowadziłam się i zaczęłam zastanawiać się jakie jest moje „new normal”. Łatwo jest rzucić wszystko i pojechać do San Escobar, gorzej zaplanować co dalej. Oprócz tego, co Ci odpowiada, a co nie, istotne są aspekty materialne – niestety. Mimo tego, że mówi się, że pieniądze nie dają szczęścia, to zapewniają spokój i poczucie niezależności. Nikt nie lubi martwić się niezapłaconym czynszem, pustą lodówka i płakać przy witrynie z wymarzoną sukienką. Kasa musi się zgadzać, ale nigdy nie Twoim kosztem.

Koniec lukru!
Jak żyć? – zapytałby klasyk. Sedno w tym, żeby robić to co robiłaś do tej pory, ale pamiętać że Twoje życie to nie nowy raport w Excelu, spotkanie z klientem czy sprzedana nieruchomość. Ja będę Ci o tym przypominać. Zostawiam lukrowane posty i wymuszone motywujące cytaty. Będę pisać jak jest. To nie znaczy ze od jutra blog będzie stosem smętów i biadolenia, ale nie chciałabym żeby trafiał do robotów tylko do normalnych Dziewczyn. Czekam na Was i Wasze komentarze. Wpadajcie, piszcie, pytajcie – nie bądźmy  jedynie grupa mierzoną w bezosobowych lajkach na Facebooku.

Aga