Dlaczego postanowienia noworoczne nie działają?

Wczoraj zdecydowałam że zakończę postbożonarodzeniowe obżarstwo, wezmę się za sobie, pójdę poćwiczyć i tym samym spalę kilka kalorii. Na mojej małej osiedlowej siłowni, pod ścianą stoi smutny rząd orbitreków. Zwykle nikt z nich nie korzysta, bo lokalne osiłki są zdecydowanymi entuzjastami podnoszenia ciężarów i prężenia muskuł w gigantycznych lustrach. Tym razem jednak, wchodząc do sali od razu zwróciłam uwagę na grupkę ćwiczących, czekających w kolejce do moich ulubionych maszyn! Na początku, nie wiedziałam co jest grane, ale ciekawość zaspokoił wielki baner, wywieszony na głównej ścianie siłowni „nie ma siadu, nie ma zadu! W 2017 zbuduj lepszą wersję siebie.”  
  
Uważam, że to bardzo dobre, kiedy ludzie starają się podnosić życiowe poprzeczki i zmieniać na lepsze. Zacnie jest zbudować dobry, ambitny plan i konsekwentnie go realizować. To  z czym się stykam i to co zwykle atakuje nas z początkiem stycznia to noworoczny wir zwalczania niedoskonałości i budowania życia rodem z katalogu Ikea. Boksowanie się z rzeczywistością zaczyna wiecznie wydłużająca się lista punktów które myślisz ze MUSISZ wypełnić żeby być piękna, wiecznie młoda, fit, hygge*, bio, vege no i oczywiście, gluten free. Zwykle wiele osób po kilku tygodniach zawiesza ambitny plan i wraca do starej rutyny. Plan był wielki, ale wyszło jak zwykle. Dlaczego?
A
Mam ostatnio takie wrażenie, że dużo ludzi jest rozczarowanych życiem. Oczekują że wszystko dookoła musi być zawsze super i na pełnej petardzie. Mistrzami samokrytycyzmu są zdecydowanie kobiety, które rzadko uzyskują stadium „jest ok”. Według instagramowej definicji życia powinnaś być piękna, bogata świetnie ubrana otoczona równie urodziwym znajomymi, jeździć w wolnym czasie na Malediwy i pić do brunchu prosecco. Jeśli jednego z tych elementów zabraknie, to coś w tym równaniu się nie zgadza, coś robisz źle.
A
Bez znaczenia czy Ci się to podoba czy nie, życie jest pełne niesprawiedliwości. Im rzadziej stykasz się z ciężkimi sytuacjami, tym trudniej osiągnąć Ci szczęście, zaakceptować to co już masz. Tworzenie list i próbowanie uzyskania lepszej wersji siebie jest super i świetnie jeśli to robisz, ale nim zaczniesz planować włącz w głowie przycisk wdzięczności.
A
Nie zrozum mnie źle, nie krytykuję tworzenia noworocznych list, ale jest zwolennikiem zdrowego zawieszania poprzeczki. Nie ma nic gorszego, niż nieumiejętność docenienia tego co się aktualnie ma i chęć osiągnięcia czegoś, co tak naprawdę nie jest realne bo odpowiada potrzebom społeczeństwa, nie Twoim. Zastanów się więc nad postanowieniami, które są szczere i prawdziwe. Nie sugeruj się dogadywaniem mamy, czy radami koleżanek – starając się zadowolić wszystkich dookoła, nigdy nie uszczęśliwisz siebie. W innym wypadku, gwarantuję, że po dwóch tygodniach siądziesz na kanapie i dojdziesz do wniosku, że to wszystko nie ma sensu, a noworoczny plan jest nie do przeskoczenia.
A
Jeśli czujesz chęć zmiany i wiesz, że styczeń to dobry moment na zaplanowanie roku, to weź kartkę papieru i pisz. Nie przejmuj się krytykami i uszczypliwymi pytaniami. To nie jest istotne. Ważne jest, żeby Twoje postanowienia były zdrowe i szczere. Przesadnie zawieszona poprzeczka nie może wpływać na Twoje poczucie wartości. Nie próbuj nikogo naśladować i nie mów, że chcesz być idealna, tacy ludzie nie istnieją.
A
Przyjmij że jesteś miejscem, w które wbija się cyrkiel i zakreśla wokół około – to jest Twoje życie i to co już masz. Zastanów się jak wiele już osiągnęłaś i co do tej pory udało się zrobić. „Wdzięczność ma zwykle krótką pamięć”, dlatego czasem przydałoby się ja odświeżyć, dopiero potem zacząć cokolwiek planować. Powodzenia 🙂
*hygge – filozofia życia, alternatywa dla ciągłego pośpiechu, w pogoni za sukcesem. To sztuka tworzenia przyjaznej atmosfery, która sprzyja cieszeniu się małymi przyjemnościami. Definicja zaczerpnieta z artykułu dostepnego pod tym linkiem.