Czy wiecznie zajęta to znaczy szczęśliwa?

Jest takie powiedzenie „busy is the new happy”, a ja na to – brednie wierutne! Wszystko w życiu ma swój czas. Są rzeczy, których (choćbyś stanęła na rzęsach) nie przeskoczysz. Pułapka zapracowania to nie są mrzonki, to realny problem. Nie zmuszaj swojego organizmu do pracy ponad siły. Nie traktuj wypoczynku, jak kolejnego zadania do wykonania. Kobieto wrzuć na luz. Tak, wiem, w teorii pięknie brzmi, a praktyka okazuje się skomplikowana. Jednakże, praktyka czyni mistrza, czyż nie? Zatem stań się mistrzynią w dwóch dziedzinach: sprytnej pracy i relaksu. Jak zacząć? Najlepiej od teraz.


1.    Bądź świadoma swoich celów.

Jeżeli nie wiesz dokąd zmierzasz, prawdopodobnie nigdy tam nie dotrzesz (ups!). Przestań wspinać się na niewłaściwą drabinę. Przygotuj sobie herbatę (kakao, kawę, lampkę wina lub cokolwiek lubisz), usiądź wygodnie, weź do ręki kartkę i długopis, następnie zacznij notować.

  • Jakie są Twoje cele prywatne?
  • Jakie są Twoje cele zawodowe?
  • Na czym (i dlaczego) Ci zależy?
  • Co (i dlaczego) jest dla Ciebie ważne?
  • Co chcesz osiągnąć?
  • Jakie są Twoje główne wartości?
  • Dokąd zmierzasz?

Spisz wszystko, następnie obiektywnie przyjrzyj się swoim odpowiedziom. Cele podziel w perspektywie czasowej.

  • Co chcesz osiągnąć w tym tygodniu?
  • Jakie cele masz na najbliższy miesiąc, a jakie na rok?
  • Czy osiągnięcie ich jest realne? Uwaga! Nie myl realne z trudne/wyzwanie/wyjście ze strefy komfortu. Bądź obiektywna.
  • Może jeden cele potrzebujesz podzielić na kilka mniejszych etapów?

Czy wiesz dlaczego poprosiłam Cię o odpowiedzenie sobie na powyższe pytania?

Otóż moja droga, dobrze jest poznać siebie i swoje potrzeby, zobaczyć cały obraz. Czyż nie? To co zapisane, powiedziane jest zmaterializowane. To już nie są mrzonki. To realne zadania. Mając spisane swoje cele, będziesz mogła użyć ich jako kierunkowskazu. Mając chwile zwątpienia, demotywacji lub za dużo na głowie, wyciągniesz kartkę ze swoimi notatkami i przypomnisz sobie co jest dla Ciebie ważne. Dzięki temu nadasz bieżącym sprawom priorytety, a z gąszczu zadań wybierzesz te, które są najważniejsze. „Najważniejsze” – czyli jakie? Takie, których wykonanie przybliża Cię do osiągnięcia Twoich celów (prywatnych i zawodowych) lub spaw dla Ciebie ważnych (np. związanych z Twoją rodziną, bliskimi). Nie marnuj swojej energii na „kręcenie się wokół własnej osi” (auć! od takiej karuzeli w głowie się kręci.).

ZOBACZ TAKŻE – pracuj mądrzej, a nie ciężej! 7 sprawdzonych sposobów


2.    Asertywność to zdrowy nawyk!

Jesteś kobietą, zatem statystycznie masz tendencję do brania na siebie więcej, niż jesteś w stanie zrobić (ups!). Zdarza Ci się rzucać wszystko, bo nagle koleżanka z pracy poprosiła Cię o pomoc lub potrzebuje Twojej opinii? Przerywasz pracę, żeby odpisać na nowe wiadomości? Spokojnie nadawca może poczekać, koleżanka z pracy także. Zasady etykiety biznesowej głoszą iż masz 24 do 48 godzin na odpisanie na wiadomość (jeżeli coś jest rzeczywiście pilne, to nadawca zadzwoni do Ciebie). Koleżance z pracy wytłumacz, że teraz pracujesz nad ważnym projektem. Jeżeli sprawa rzeczywiście wymaga Twego zaangażowania, przekaż koleżance, że pomożesz jej jak skończysz zadanie nad którym pracujesz albo podpowiedź jej, gdzie może znaleźć informacje, których potrzebuje. Nie rób sobie wyrzutów sumienia, że odmawiasz.

Tak jak szanujesz innych ludzi i ich czas, szanuj także siebie. Aby osiągać swoje cele, musisz zadbać o swoją niedostępność. Tzw. rozpraszaczy jest „do wyboru do koloru”. Czasem sabotujesz samą siebie, czasem inni świadomie lub nieświadomie utrudniają Ci życie i pracę.  Nie pozwól, żeby ludzie „wchodzili Ci na głowę”. Ucz się odróżniać, co jest ważne, a co ważne tylko udaje. Udoskonalaj umiejętność stanowczego, lecz łagodnego odmawiania. Zaufaj mi, świat nie zawali się, a Ty zyskasz czas na realizację swoich zamierzeń.

Nie twierdzę, że bycie asertywnym to tzw. „bułka z masłem”. Hipokryzji mówimy nie! Sama bywam mistrzynią asertywności, ale także, czasem wpadam „w czyjąś lub (co gorsza 😉 ) własną pułapkę”. Wszyscy jesteśmy tylko (aż?) ludźmi 🙂

3.    Mniej znaczy więcej, czyli less is more!

Ktoś powiedział Ci, że im więcej będziesz robić tym lepsze rezultaty osiągniesz? Gagatek! Bezczelnie kłamał. Pracoholizm to nałóg jak każdy inny. To nie jest powód do dumy.

Twierdzisz, że doba jest za krótka? Wbrew powtarzanemu, niczym mantra, „brak mi czasu” – czas masz i to wystarczająco. Masz także wybór i to Ty decydujesz o tym jak ten czas spędzasz.

Czy swojej córce lub przyjaciółce powiedziałabyś: „nie marudź, weź się do roboty, co z tego, że jesteś zmęczona i przepracowana, doba ma tylko 24 godzinny, szkoda czasu na sen”. Dość okrutne.. Bądź dla siebie dobra.

Pamiętaj, że jeżeli chcesz być produktywna i wydajna, to zamiast podkręcać tempo, paradoksalnie musisz je zmniejszyć. Nie marnuj swojego czasu koncentrując uwagę na nieistotnych szczegółach, zamiast przystąpić do kolejnego zadania. Perfekcjonizm i pracoholizm to choroby. Naucz się mówić samej sobie „hola hola panienko!„.

Zamiast wieczorem sprawdzać służbową pocztę, lepiej weź wino, dwa kieliszki i idź delektować się zachodem słońca. Pobiegaj po lesie. Wyleguj się na łące. Licz gwiazdy. Zadzwoń do przyjaciela. Odwiedź rodziców i dziadków. Upiecz szarlotkę. Idź z córką/synem na spacer. Zrób niespodziankę swojemu mężczyźnie. Zrób to co sprawia Ci przyjemność, co Cię dobrze nastraja. Odpocznij, jutro też jest dzień.

Pułapka! Możliwe, że powyższe rady nie są dla Ciebie… Jeżeli masz syndrom „mañana”, to nie marudź, nie odkładaj na później tylko tu i teraz bierz się do pracy!

Ponawiam pytanie: czy kobieta wiecznie zajęta to szczęśliwa kobieta? Nie sądzę, a Ty?

Daj znać czy miewasz stany „nie mam na nic czasu!” i „doba jest za krótka”? Czy znajdujesz czas na odpoczynek? Czy jesteś dla siebie dobra? Czy jesteś ze sobą szczera?

Życie to maraton a nie sprint. Co Ty na to?

em.